Linke Gold Team to prężnie rozwijający się klub sportowy, który jest jednym z czołowych klubów w Polsce, posiadających już kilkanaście filii na terenie całego kraju. Powstał on oficjalnie w 2005 roku. Jest on wynikiem połączenia pasji dwóch braci Mariusza i Maćka Linke. Zaczęło się tak, był rok 1976 i to mama braci, pani Krystyna Linke, zaprowadzała najstarszego z nich (jest jeszcze średni brat – Mirosław), Mariusza na zajęcia Judo do szczecińskiego klubu Arkonia. Zawsze chciała by jej synowie byli wysportowani i dobrze wyglądali, ale przede wszystkim potrafili się bronić.

linkegold_06

Postawiła im jeden warunek, nie mogli zrezygnować z treningów przed ukończeniem osiemnastego roku życia. Tak narodziła się pasja, której efekty do tej pory obserwować możemy w klubie działającym po dziś dzień, przy ulicy Mickiewicza 34 w Szczecinie. Wszyscy trzej bracia swoje kroki na macie stawiali pod czujnym okiem trenera Lecha Morusa, który praktykował ciężkie, wręcz katorżnicze treningi, które kształtowały nie tylko ciało ale wykuwały praktycznie żelazną psychikę. Mariusz zostając trenerem w swoim macierzystym klubie podążył drogą wyznaczoną przez swojego nauczyciela, co nie wszystkim się podobało w wyniku czego musiał odejść z klubu w 1996 roku. Tak pojawił się impuls by wraz z kilkoma kolegami, byłymi zawodnikami Arkonii, a także kilkoma chętnymi do nauki Judo wynająć na kilka godzin w tygodniu salę przy szczecińskim torze kolarskim. Mniej więcej w tamtym okresie pojawiły się kasety z kopiami pierwszych edycji UFC wszechstylowego turnieju gdzie królował Royce Gracie i jego JiuJitsu. To dzięki tamtym nagraniom uwagę Mariusza przykuło ogłoszenie w prasie reklamujące obóz organizowany przez Karola Matuszczaka. To właśnie tam zrodziła się miłość Manola do brazylijskiego JiuJitsu, to przecież on mówił kiedyś swojemu trenerowi, że gdyby istniało Judo, gdzie walczono by więcej w parterze to on był by mistrzem świata. Po powrocie z Poznania poza Judo na Torze Kolarskim zaczęły odbywać się dwa razy w tygodniu zajęcia z BJJ. Choć to były wtedy dziwne treningi, elementy ciosów, rzutów, i technik parterowych wrzucone do jednego kotła i ostro zamieszane, ale przyjęło się. Wtedy Mariusz zwrócił się do swojego trenera Lecha Morusa i za jego zgodą treningi zaczęły się odbywać codziennie na Sali UKS Bushido Morus w szkole podstawowej 47, przy ul. Jagiellońskiej. Wtedy na zajęciach ‘parteru’ zjawił się Maciej Linke, który po rozbracie z Judo przez kilka lat próbował najróżniejszych dyscyplin sportowych. W 2000 roku po raz pierwszy wybrali się oficjalnie na zawody jako klub. Tak powstał Berserkers Team, gdzie prym wiedli bracia Linke, Piotr Bagiński i Robert Siedziako. Około 2001 roku, zajęcia rozrosły się do tego poziomu, że przestało starczać miejsca dla osób trenujących. Klub przeniósł swoją siedzibę, w okolice Krzekowa, gdzie na poddaszu warsztatu samochodowego pierwszych technik uczyli się prekursorzy nie tylko szczecińskiego ale i ogólnokrajowego BJJ. W pewnym momencie Mariusz nawiązał współpracę z przedstawicielem firmy Bad Boy na Polskę. Artur pomógł wyjechać mu do Brazylii, gdzie Manolo chciał szukać swojego trenera i wzoru do naśladowania. Traf chciał, że akurat w tym samym czasie Jorge ‘Macaco’ Patino, był także sponsorowany przez firmę Bad Boy z siedzibą w San Paulo. Historia głosi, że Mariusz zjawił się w akademii Gold Team i spytał się kiedy może zacząć? Gdy mistrz odpowiedział, że już on rzucił wszystko, przebrał się i rozpoczął trening. To właśnie wytrwałością, wolą walki, charakterem i lojalnością starszy z braci Linke ujął Patino, który niejednokrotnie mówił, że to właśnie Mariusz jest najlepszym z pośród wszystkich jego czarnych pasów. Podczas tamtego wyjazdu, podczas tygodniowych treningów Manolo schudł jakieś siedem kilogramów. Skrajne wyczerpanie spowodowało, że przez pierwsze dni nie mógł praktycznie jeść. Jego pobyt zakończył się turniejem, gdzie wygrał w białych, niebieskich, a w purpurowych pasach wywalczył brązowy medal. Nagrodą był purpurowy pas wręczony przez mistrza z pominięciem niebieskiego. Jorge nie był by sobą gdyby nie poddał swojego zawodnika kolejnym próbom, Mariusz przeszedł przez samurai test, który z reguły zarezerwowany jest nominowanym na czarny pas. Patino jednak wymaga wiele od swoich studentów, więcej wymaga jedynie od siebie. Po przyjeździe do Polski Manolo, sprowadził mistrza na seminarium do Polski. Gdy Macaco zjawił się na Szczecińskiej macie, sam orzekł, że klub staje się jego filią. W 2005 roku doszło do rozłamu pomiędzy braćmi Linke, a Piotrem Bagińskim i Robertem Siedziako, zapadła decyzja o podzieleniu się. Bracia, którzy już w tamtym czasie czuli się mocno zżyci z Macaco, postanowili stworzyć rodzinę Gold Team w Polsce. Patino udzielił im pełnego poparcia. Na nowej sali mieszczącej się na ul. Ku Słońcu zjawiło się wielu zawodników DeZoo, część z nich dotrwała do dziś Stefan Osiński, Paweł Marciniak, Paweł Kaczyński czy Paweł Wysocki. Garstka zawodników Manola postanowiła być wierna swojemu trenerowi wśród nich byli między innymi Sylwester Dziekanowski i Grzegorz Firlit. Klub przyjął nazwę od nazwiska braci i zaczął żyć swoim życiem. ‘Pierwsze pokolenie’ – Jarosław Gajek i Piotr Koprowski są już posiadaczami czarnych pasów. ‘Drugie’ Grzegorz Szatkowski, Mariusz Abramiuk, Karol Dzieniszewski, Grzegorz Czerwiński, Maciej PROKOP czy Michał Chełkowski albo samurai test mają za sobą, albo wypatrują go każdego dnia. Wielu młodych i nie tylko, adeptów podąża ich śladami…

linkegold_08

 

Jak wyglądały pierwsze treningi?

Od początku było ciężko. Treningi były hardcorowe, nikogo nie obchodziło ile ma osób na treningu. Śmieszek wspomina, że istniał podział na wygimnastykowanych i „ciężarowców”;-) Walki, technika… Ten system się nie zmienia. Od samego początku istnieje hierarchia, rządzi pas, a nie człowiek.

Najważniejsze osiągnięcia dla Linke Gold Team?

Trzecie miejsce drużynowo na Mistrzostwach Europy BJJF w Lizbonie w kat. Masters i Senior. Zawodnicy startowali jako Macaco Gold Team, ale był to skład samych polaków, wówczas zawodnicy innych filii nie pojawili się na tych zawodach, więc drużynówka jest osiągnięciem polskiego składu.

Przyzwyczajenie i tradycje, które były lub zaginęły?

To co zostało wyniesione z Arkonii pozostało do tej pory… Każdy kto jedzie pierwszy raz na obóz letni zostaje Florkiem (znaczenie tego słowa zaginęło w mrokach historii) W pakiecie dostaje super treningi i nie zapomniane wspomnienia… To co zaginęło to brazylijska piłka. Zdarzało się, że niektórzy przychodzili głównie na piłkę a nie treningi! Była to super forma rozgrzewki, ale niestety przy dużej ilości osób na sali nie da się w nią już grać.

Mata to rodzina czy sport i praca?

Manolo mówi, że przede wszystkim jest to praca, bo z tego żyje. Ale wszystko zaczęło się od pasji, bo wiele musiał do tego biznesu dokładać, a zawodników na macie traktuje jak swoje dzieciaki 😉 Mimo, że jest to pracą, jest to praca która sprawia mu przyjemność.

Jak bardzo zmieniło się LGT przez te lata?

Wszystko się zmienia, klub się rozrósł. Nie sposób by każdy każdego będzie lubił, ale musi tolerować. Jesteśmy jedną drużyną i musimy być zgrani. ‘Śmieszek’ mówi „…Zostają tylko najsilniejsi, jeśli jest dużo osób na treningu wszyscy się rozwijamy, trenując razem, sparując ze sobą, uczymy się i idziemy do przodu”. Czasem dochodzi do tego, że dla zawodników mata staje się drugim domem, spędzają na niej więcej czasu niż gdziekolwiek. Chcąc nie chcąc koledzy i koleżanki z maty w jakimś stopniu stają ci się bliżsi niż przyjaciele bo widujesz ich codziennie, czasem nawet więcej niż własna rodzina.

linke2